Przy każdej okazji bicie, kopanie, szykany

Więźniowie doświadczali przemocy każdego dnia swojego pobytu w obozie.

Brutalne traktowanie rozpoczynało się już na etapie transportu. Podróż do obozu była skrajnie wyczerpująca zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Aresztowanych z pobliskich miejscowości przewożono autobusami lub samochodami ciężarowymi, najczęściej jednak koleją – w przepełnionych wagonach towarowych. Transporty trwały wiele godzin, a nierzadko nawet kilka dni, i odbywały się w urągających godności warunkach sanitarnych. Więźniowie jechali zastraszeni, pozbawieni informacji i niepewni swojego losu. Wielu z nich – zwłaszcza osoby chore, starsze oraz małe dzieci – nie przeżywało drogi.

Sposób przyjęcia do obozu miał na celu uświadomienie nowoprzybyłym, gdzie się znaleźli i jaki los ich czeka. Widok samego obozu oraz wyniszczonych, przerażająco wyglądających więźniów potęgował uczucie strachu i grozy. Przyjęcie do obozu zazwyczaj poprzedzało kilkugodzinne oczekiwanie na placu obozowym. Następnie następowała konfiskata ubrań oraz rzeczy osobistych, po czym więźniowie byli poddawani kąpieli i dezynfekcji oraz otrzymywali obozową odzież. Procedurom tym towarzyszyły wyzwiska, krzyki i bicie ze strony esesmanów oraz więźniów funkcyjnych. W tym momencie dochodziło również do symbolicznego odebrania więźniom tożsamości – zamiast imion nadawano im numery obozowe. Były one nadrukowane na kawałkach białego płótna, a przynależność do danej kategorii oznaczano trójkątem w odpowiednim kolorze: czerwonym (więzień polityczny), zielonym (więzień kryminalny), czarnym (więzień aspołeczny), fioletowym (Świadek Jehowy) oraz różowym (więzień homoseksualny).

Uczucie strachu oraz niepewność co do własnego losu na stałe wpisywały się w codzienność obozową więźniów.

Mieczysław Okoński, 1977 (Zbiory Muzeum Stutthof)

Za co byli karani młodociani więźniowie?

„Jeden drugiemu pomagał”

„Miałem szczęście, że nie byłem w szpitalu”

Przewijanie do góry