Jak wyglądała obozowa codzienność ?

Każdy dzień w obozie był do siebie podobny, bo miał ustalony porządek. Rozpoczynał się o świcie głośno wykrzyczanym po  niemiecku wezwaniem: Aufstehen! (wstawać!) i towarzyszącym mu dźwiękiem obozowego gongu . Był to sygnał dla więźniów do tego, aby  pośpiesznie się ubrać, zostawić porządek na posłaniu i załatwić fizjologiczne potrzeby.

Śniadanie jedzono w pośpiechu, zwykle w barakach. Trzeba było się spieszyć, aby zdążyć na apel.

Apel odbywał się przed barakami. Zebrani na placu  więźniowie stali na baczność czekając na pojawienie się esesmanów z obozowego sztabu. Konających i zmarłych w ciągu nocy układano przy barakach. Liczono wszystkich więźniów, bez wyjątku. Aby to ułatwić i przyspieszyć, ustawiano ich w kolumnach składających się z 10. szeregów. Poranny apel, w ocenie więźniów, nie trwał długo, ponieważ chodziło o to, by jak najszybciej wysłać  ich do pracy.

Praca w obozie była obowiązkiem każdego więźnia. Korzystanie z niewolniczej pracy więźniów było częścią systemu gospodarczego Trzeciej Rzeszy, a jednocześnie jedną z form represji. Zatrudnienie więźniów regulowały rozkazy komendanta obozu. Wykorzystywano ich do prac wewnątrz obozu i poza nim – w podobozach. Grupą roboczą było komando. We wszystkich komandach obowiązywał czas pracy od świtu po zmierzch z przerwą na obiad. W niedziele i dni świąteczne dzień pracy więźniów był skrócony. Pracę wykonywali oni w szybkim tempie, a każda przerwa czy uchybienie były traktowane jak sabotaż, co dawało nadzorującym pretekst do bicia i znęcania się nad nimi. 

Dzień więźnia kończył się wieczornym apelem po powrocie z wyczerpującej pracy. Jeśli liczba więźniów się zgadzała, apel trwał krótko. Jednak gdy brakowało kogoś lub wystąpiła pomyłka w liczeniu – co w grupie liczącej kilka tysięcy więźniów było dość łatwe – apel przeciągał się nawet do kilku godzin. Na apelu wieczornym wymierzano też kary. Wyczytywano numery tych więźniów, którzy w ciągu dnia złamali regulamin obozowy lub źle wykonywali pracę. Wyczytani, potwierdzając swój numer, biegli tam, gdzie czekał ustawiony „bok” – kozioł do bicia. Pochylony przez kozła więzień, unieruchomiony z wypiętymi pośladkami zmuszony był liczyć spadające na niego uderzenia. 

 

Dopiero po wieczornym apelu więźniom wydawano posiłek i pozwalano im udać się na nocny odpoczynek. Nocną ciszę przerywały udręczone westchnienia pobitych i chorych oraz wołania tych więźniów, którzy wychodząc przed barak prosili strażników o pozwolenie na skorzystanie z latryny.

 
Przewijanie do góry